sobota, 21 listopada 2015

02.




Lato w pełni. Gdziekolwiek nie spojrzeć, wszędzie zielono. Kwiaty powoli przeobrażały się w dojrzałe owoce, które będzie można zbierać już niedługo. Niektóre można było już jeść, a moimi ulubionymi były truskawki. Tort rafaello zawsze na topie!
Uśmiechnęłam się. Czekając na przyjazd rodziców i Rozalii z miniwycieczki, pojechałam z Eyre do lasu. Słyszałam śpiew ptaków, słońce grzało niemiłosiernie. Czym tu się dziwić lato. Globalne ocieplenie.
Tylko od czasu do czasu na niebie widoczna była jakaś chmura. Nie, nie te kotłujące się, ciemne, burzowe chmury, tylko puszyste jak baranki i białe jak śnieg. Nikt nie chciał śniegu w lecie.
No, Eyre, dalej! — popędziłam siwą klacz, gdy ta stanęła i za żadne skarby nie chciała ruszyć dalej.
Słyszę coś, Magda. Usłyszałam w głowie głos. Zawróćmy, proszę.
Uspokój się, robimy tylko okrążenie leśnymi drogami.
No… dobrze. Wysłuchałam w myślach głosu konia. Eyre. Mówiłam do niej i ona słyszała. Niezwykłe, przynajmniej dla mnie.
Magda, zawróćmy.
Nie.
Nagle coś jakby pociągnęło mnie za ramię i zrzuciło z konia. Czarna mgła przysłoniła mi oczy, więc nie widziałam już nic.
***
Stanęło mi przed oczami całe życie. Płacz, kiedy rzucił mnie chłopak. Radość, kiedy dostałam moją Eyre. Wspólne rodzinne obiady, przyjazdy dziadków, pierwsze łyżwy. Na dodatek prowadziłam siwą klacz i wchodziłam w jakiś portal. Biały portal. Pierwszy krok do nieba, potem sąd ostateczny i niebiosa albo piekło. Chociaż nie będę tkwiła tam sama.
Na filmach zawsze mówili, że w niebie jest cudownie. Może i dla umarłych dusz, ale ludzie na dole płaczą za tobą. Już nigdy ich nie zobaczę.
***
Ała.
Obudził mnie silny ból głowy. Migrena, jak nic. Poczułam, jak coś trącało moje ramię. Odwróciłam się w stronę tego czegoś. Eyre. Pogłaskałam ją po pysku i powoli wstałam. Wszystko mnie bolało.
Dopiero kiedy jako tako doszłam do siebie, rozglądnęłam się wokół. Śnieg. Może to dziwnie zabrzmi, ale...
Pierwszy śnieg tego lata? — zdziwiłam się. — Od kiedy śnieg pada w lecie?!
Kiedy obejrzałam się za siebie, rzuciła mi się w oczy ogromna latarnia. Mimowolnie rozejrzałam się za szafą. Okej, mogłam wykluczyć możliwość, że to Narnia. Gdzieś by była szafa.
Ze zdziwieniem zauważyłam, że w ogóle nie jest mi zimno. Miałam na sobie bluzkę z krótkim rękawem. Bryczesy obowiązkowe. A była ZIMA.
Jakim cudem nie marznę?
Usłyszałam za plecami śmiech. Nie była to chyba Eyre. Zobaczyłabym śmiejącą się twarz w głowie.
Nie jesteś ani poplątana, ani szalona, ani dziwna. Wszystko to dzieje się naprawdę.
Odwróciłam się. Ujrzałam kobietę w niebieskiej sukni, powoli przybliżającą się do mnie. Dzieliło mnie od niej kilka metrów.
Zatrzymała się. Dała mi czas na przyjrzenie się jej. Długie blond włosy zaplecione w kłosa, diadem na czubku głowy.
Nie jesteś tu pierwszy raz. Nic nie pamiętasz? — Pokręciłam głową. — Nie jesteś jeszcze gotowa. Wrócisz tu. Przekażę królowej.
Pstryknęła palcami. Ostry ból głowy powrócił, a ja straciłam przytomność. Tak samo jak wcześniej.
***
Magda! Magda, obudź się! — usłyszałam męski głos. Znajomy męski głos. — Magda, żyjesz?
Słyszałam to jak przez ścianę. Jakbym nie była sobą. Jakbym była w jakimś obcym i nieznanym mi ciele.
Spokojnie, Sebuś, nie martw się tak. Jakoś przeżyłam. — Otwierałam powoli oczy. Leżałam we własnym łóżku.
Ujrzałam twarze, że nade mną stali Seba i Kalina.
Muszę wstać. Nie będę tu gnić cały dzień, bez przesady. Jest lato — powiedziałam, po czym podniosłam się.
Przyjaciele zatrzymali mnie i nie zdołałam ani zejść z łóżka, ani nawet zrzucić kołdrę.
No, to co się ze mną stało? — Bardziej stwierdziłam niż zapytałam i wszystko opowiedziałam, zanim zdążyli dojść do słowa.
Wszystko oprócz portalu i innego świata. Tego nie musieli wiedzieć.
***
Uciekajcie! — krzyknęłam do nich, po czym cicho mruknęłam: — Nie stójcie jak słupy soli. Chodzi o wasze życie.
Biegłam co sił w nogach. Eyre już dawno została pożarta, a ja najwyraźniej zostałam sama. Po krzykach gdzieś obok mnie dało się zrozumieć, że tamci — albo zabici, albo zjedzeni. Ciekawe, co bardziej boli.
Powoli przerażenie ustępowało rozbawieniu. Miałam tak od zawsze — kiedy działo się coś złego, starałam się wymyślić coś zabawnego, żeby jakoś pokonać wszystkie czarne scenariusze powstające w głowie.
Obejrzałam się za siebie. Stwierdziłam, że irytujące stworzenie pojawiało się zwykle Bóg wie skąd i po co.
I moja głupota dała o sobie znać. Wbiegłam wprost w paszczę tego idioty. I ciekawe, kto mnie wziął do tej drużyny.
***
To tylko sen! — stwierdziłam radośnie, po czym przeciągnęłam się w łóżku.
Tydzień. Tydzień do Areny. Wsłuchiwałam się w monotonne tykanie zegarka. Czas. Nie nudziło mu się to? Tylko ciągle szedł do przodu, nigdy nie był zmęczony.
Magda, weź się wreszcie za siebie, bo wyglądasz jak strach na wróble —pomyślałam, kiedy przejechałam ręką po włosach. — Ładny strach na wróble.
Szybko spadłam (bo nie można było nazwać tego wstaniem) z łóżka, po czym powłócząc nogami podeszłam do szafy. Otworzyłam ją, wzięłam —jakąś ładniejszą, starą bluzkę i czarne bryczesy.
Poszłam do łazienki. Tuż przed nią usłyszałam zawodzenie.
Roza, wyłaź stamtąd! — krzyknęłam do niej, uderzając pięścią w drzwi.
Już, już — usłyszałam jej cichy głos.
Wyszła.
Witaj, siostra. — Uśmiechnęłam się i weszłam do łazienki.
Siema, klucha — powiedziała ledwo słyszalnie.
Stanęłam jak wryta.
Nie zapominaj, że wiem, czemu nie chodzisz na basen! Boczki oblazły w boczek — krzyknęłam jeszcze i zaczęłam myć zęby.
Raz i dwa, szczoteczką szus,
I myje zęby Madzia,
Lubi to, oj, lubi to,
Lubi to wściekła Madzia.
Co, kurde? — powiedziałam niewyraźnie, ale dokończyłam myć zęby.
Czemuż to, ach!, czemuż to
Wygania mnie z łazienki.
Umyć chce, och!, umyć chce
Swe brudne żółte zęby.
Nie dokończysz tego...
Szybko się ubrałam, zaplotłam włosy w warkocza na boku głowy i wyszłam z łazienki. Zbiegłam na dół, krzyknęłam: Wychodzę! i założyłam stare buty do jazdy. Ach, a jaka niespodzianka mnie spotkała...
Rozalia, biorę te za duże na ciebie buty! Moje ktoś przypadkiem wypełnił pastą do mycia zębów! Możesz je wziąć!
I wybiegłam z domu.


***



Kolejny tydzień minął jak każdy inny. W poniedziałek wstałam dosyć wcześnie, żeby się dobrze przygotować do wyjazdu. Kiedy wzięłam walizkę — przepełnioną ubraniami — pożegnałam się z rodziną i wyszłam przed bramę domu. Czekałam na Sebastiana i Kalinę.

04.08.2016 korekta; Davina Baine

5 komentarzy:

  1. Zacznę od tego, że link twojego bloga dostałam od Nearyh. Rozmawiałyśmy trochę o twoim stylu i wieku i uznałam, że muszę w końcu odezwać się do ciebie osobiście, bo obie (może ja szczególnie, bo Nea stara się nie okazywać silniejszych emocji) jesteśmy pod wrażeniem tego, jak wygląda twój styl, gdy porówna się go do twojego wieku.
    Widać, że masz jedenaście lat. Ta niewinność przebija przez tekst, pewne drobne motywy czy sposób prowadzenia tekstu aż krzyczą młodym wiekiem i kojarzą mi się z czasami, kiedy sama byłam taką piszącą jedenastolatką z pociągiem do podobnych motywów, podobną kreacją postaci itd. Dlatego czytanie ciebie to swojego rodzaju doświadczenie pisarskie, jakby człowiek cofał się do tego młodego wieku i znowu przeżywał i postrzegał świat tak prosto jak kiedyś i to w jakiś sposób niesamowite i trywialnie normalne, bo masz jedenaście lat, to logiczne, że piszesz jak jedenastolatka.
    Ale zarazem twoje wyczucie słowa, twój sposób opisywania czy prowadzenia dialogów są bardzo... mądre? Powiem tak - znam studentów piszących z mniejszym drygiem od ciebie, naprawdę. Potencjał pisarski, jaki masz, jest niewiarygodny i aż przyjemnie się na niego patrzy, bo w Internecie jest mnóstwo osób piszących przeciętnie, które przewyższasz stylistycznie i wyczuciem.
    Nie chcę ci za bardzo słodzić, bo przed tobą nadal długa pisarska droga (jak przed każdym z nad tbh, w końcu pisarz uczy się całe życie), chcę cię tylko poprosić, żebyś pracowała nad sobą i nie zniechęcała się, bo szkoda zmarnować taki talent.
    Chciałabym jakoś pomóc, oto więc kilka porad ode mnie.
    Widzę, że opisujesz postacie i to czymś więcej niż kolor włosów+kolor oczu, jak robi to większość młodych osób - i to bardzo dobrze! Musisz jednak pamiętać, że opis nie może tak po prostu wyskoczyć w tekst bez kontekstu - musi mieć przyczynę, pasować do całości i, w przypadku narracji pierwszoosobowej, trzeba pamiętać o tym, że to bohaterka patrzy na tekst, nie bezosobowy narrator. Każdy opis jest więc przesiąknięty jej punktem widzenia, jej subiektywnością, jej uczuciami. W praktyce: opisujesz rzecz, gdy masz okazję, a twoim zadaniem jako pisarza jest sobie tę okazję stworzyć. Bohaterka poprawia włosy? Wykorzystujesz sytuację, by opisać jej włosy. Ktoś podaje komuś dłoń? Wykorzystujesz sytuację, żeby opisać tę dłoń i zasugerować, jak wygląda reszta ciała (chociażby "chuda dłoń" mówi dużo). Bohater narzeka, że jest mu za zimno? Wykorzystujesz sytuację, żeby rzucić okiem na to, jak się ubiera ("faktycznie w jednej z tych jego koszulek z zespołem X musiało być zimno, dlaczego nigdy nie brał ze sobą bluz?") etc. To samo z każdym innym opisem - domu, otoczenia itd. Jest też pewna zasada, o której w polskiej blogosferze za dużo się nie rozmawia, a w której chodzi o to, że opis można pominąć, jeśli nie ma większego wpływu na fabułę. Generalnie każdy element uwzględniony przez autora powinien coś wnosić - jeśli opisujesz dom postaci, a ona za chwilę i tak wyjeżdża przeżywać przygody we Francji, opis taki można spokojnie wyrzucić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To samo jest ze scenami, z czym masz największy problem - trudno mi nawet określić, czy masz konkretny koncept, choć podejrzewam, że masz, bo tagujesz tekst jako "tom 1", czyli planujesz tomy, a to już brzmi jak plan. Twoje sceny, choć bystro napisane, niewiele wnoszą do całości - przykładowo, jaki jest sens obu scen z mamą w tym rozdziale, kiedy i tak w końcu po prostu się zgadza? Nie prowadzi do żadnego konfliktu, nie mówi wiele o charakterze matki ani bohaterki, nie podkreśla nawet faktu, że to, że mama nagle bez powodu zmieniła zdanie, jest dziwne. Obie sceny są więc w zasadzie do wyrzucenia. Inne twoje fragmenty brzmią tak, jakbyś przerwała je, zanim zaczynasz faktyczny tekst - vide scena burzy w samolocie, wrzuconej bez powodu, bo nie ma żadnego efektu. Chyba że chodziło ci o rozwój relacji Sebastiana i głównej bohaterki, ale jest mnóstwo lepszych zagrań, żeby dziewczyna go przytuliła, niż burza ex machina. Tak więc postaraj się o tym pamiętać: sceny powinny coś wnosić. Informację o charakterze postaci, informację o postaci jako-takiej, jakiś obraz czy element fabularny. Jeśli urywają się nagle i nie mają rozwiązania - są zbędne i niepotrzebne całokształtowi.
      O kreacji postaci i relacji się nie wypowiem, bo są tu od chwili - wszyscy wydają się dość schematyczni i podobni sobie osobowościami, ale kreacja postaci i ich relacji jest czymś, co mocno przychodzi z wiekiem, a wrażliwość i zrozumienie do subtelności ludzkiej psychiki w większości przychodzą same. Generalnie jak coś bardziej mnie ugryzie, to na pewno się odezwę na ten temat, ale na razie uważam, że jest okej. Jak na jedenaście lat - znacznie bardziej niż tylko okej.
      Tak więc nie poddawaj się, pisz dalej, rozwijaj się. Powodzenia!

      Usuń
    2. Przepraszam, że dopiero teraz odpowiadam, ale internet robi kozły, i cóż, jest jak jest.
      Bardzo dziękuję za opinię! Zależy mi na radach, bo staram się teraz często brać udział w konkursach literackich.
      Przepraszam, że tak krótko.
      Pozdrawiam!

      Usuń
    3. Też jestem bardzo zaskoczona! Jak zobaczyłam, że autorka urodziła się w 2004 roku to omal z krzesła nie spadłam (wiem, kolokwialnie to ujęłam). Podejrzewam, że w pisaniu mogą pomagać jej rodzice, ciężko mi uwierzyć, żeby dziewczynka w takim wieku pisała w ten sposób. Ja w jej wieku nie znałam Internetu, a co dopiero by tak poprawnie pisać!

      Usuń
  2. Naprawdę przyjemnie się czyta twoje posty :). Przypominam sobie moje tworki z okresu, gdy też miałam 11 lat. I teraz, po 6 latach, dociera do mnie istotna wartość weny twórczej. To ona popycha do działania, jest niejako siłą napędową pisarza/pisarki. Gdy jej zabraknie, pisanie nie jest nawet w połowie tak przyjemne :/. Także życzę Ci, żebyś nigdy nie traciła weny na dłużej niż miesiąc ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za obserwacje i komentarze.
Jeśli mam czas, odwiedzam każdy blog, o którym napiszesz w komentarzu.
Prosiłabym, abyś nie pisał/a komentarza typu: „Fajny blog, wpadnij na mój”, „Obserwuję, wpadnij na mój”, bo to świadczy o tym, że chcesz się zareklamować.

Szablon