poniedziałek, 22 lutego 2016

04.


 — Gdzie są te spodnie? — powtarzałam, szukając nowych, białych bryczesów. — Mam! — powiedziałam, wygrzebując je spod sterty ubrań w walizce.
Frak, toczek, oficerki i bat miałam już przygotowane. Szybko włożyłam na siebie ubrania i założyłam kask. Wzięłam resztę rzeczy i wybiegłam z pokoju.
Poszłam do biura zawodów. Potwierdziłam swoją obecność, dostarczyłam obowiązkowe papiery i upewniłam się, czy Eyre na liście to Eyre w rzeczywistości. Zapłaciłam należne i spokojnym krokiem podążyłam do stajni.
Wszystkie konie stały już nakarmione i napojone. Kiedy wyszłam z mieszkania, zostały trzy godziny do startu. Minęło pewnie jakieś pół, więc miałam chwilę czasu. Poszłam do siodlarni po zgrzebła i kopystkę, a następnie wyczyściłam Eyre w miarę szybkim tempie. Z powrotem pobiegłam po siodło, czaprak, ogłowie. Założyłam wszystko na klacz i mogłam ruszać.
Na rozprężalnię dotarłam, jadąc za pierwszymi zawodnikami. Mogło znajdować się tam piętnaście koni. Zmieściłam się.
Sędzia co chwila poprawiał, raz miałam krzywą posturę, znowu Eyre źle zakłusowała. Jej najwyraźniej stres także się udzielał.
Zaczęły się zawody. Byłam dziewiąta w kolejności. Kiedy tak sobie spokojnie, mogłabym rzec, że trenowałam, wywołał mnie spiker.
A teraz numer dziewięć, Magdalena Kamińska, na pięknym koniu hanowerskim Eyre! — powiedział, a ja spokojnie wjechałam na parkur.
Dopiero teraz zaczęło się pod górkę. Przemknęłam wzrokiem po przeszkodach.
Ze stępu przeszłam do kłusa anglezowanego. Potem zagalopowałam i przeskoczyłam pierwszą przeszkodę.


***


Numer dziewiąty, Magdalena Kamińska na koniu Eyre, jedna zrzutka! A teraz zapraszam... powiedział spiker, kiedy wyjeżdżałam z parkuru.
Zrzuciłam jedną z najtrudniejszych przeszkód. Pomyślałam, że nie było tak źle. Uśmiechałam się. Kalina miała dwie zrzutki, Sebastian tak samo. Joy zdyskwalifikowano za dwa nieposłuszeństwa, a Artur i Bartek mieli po dwanaście punktów karnych. Czyli wypadłam najlepiej.
Nagle poczułam falę mdłości. Nie zdążyłam zejść z konia, a dopadł mnie ogromny ból głowy. Chyba coś krzyknęłam, bo potem straciłam przytomność.

***

Ta sama sytuacja co wcześniej. Przypomnienie sobie wszystkich scen z życia dotychczasowego. Płacze i smutki, łzy szczęścia i radość. Wszystko biło we mnie, niczym fala uderzająca o brzeg morza. Wiedziałam, gdzie się przenosiłam. Wiedziałam, że tam nie będzie łatwo.

***

O Jezu, ale mnie łeb... pomyślałam, kiedy odzyskałam przytomność. Gdzie ja, do cholery, jestem?!
Prawie krzyknęłam. Leżałam na jakimś śniegu, który nie był zimny, na dodatek otaczały mnie drzewa. Rosły aż za gęsto. Żadnej ścieżki. Zobaczyłam latarnię, na której była przybita tabliczka. Postanowiłam do niej podejść.
Kiedy wstałam, zaczęło kręcić mi się w głowie. Jak pijana podeszłam do latarni. Stąd nie ma ucieczki. Wzruszyłam ramionami. Ile to takich napisów przewijało się w filmach, i jakoś nic się nie działo? Mało.
Eyre?! wykrzyknęłam, kiedy zobaczyłam klacz stojącą naprzeciw mnie.
Natychmiast podbiegłam do niej. Nie miałam jej czym poczęstować, ale trudno.
Eyre, musimy obgadać plan działania. Rozumiesz?!
Patrzyła na mnie jak na głupią. Czy ja już kompletnie oszalałam? Gadałam do KONIA! Całkiem mądrego, ale KONIA!
Postanowiłam wejść na drzewo, które przypominało kosodrzewinę. Wdrapywałam się powoli, bez żadnych zabezpieczeń. Nagle usłyszałam dźwięk rozrywanych ubrań.
O kurde, podarłam nowe ciuchy syknęłam. O kurde, za dużo przeklinam.
Uśmiałam się z własnej głupoty. Śmiech to zdrowie. Lewa ręka, prawa noga, prawa ręka, lewa noga. Pracowałam według schematu. Przez myślenie raz prawie spadłam, ale co to za życie bez adrenaliny? W tym wieku powinnam już być poważniejsza, ale nie. Ja głupieję.
O ciamajda, nie wygląda to dobrze.
Zobaczyłam ogromny labirynt. Znajdowałyśmy się w samym centrum. Rozejrzałam się wokół. O kurna. Coś mi mówiło, że musiałyśmy przejść na sam koniec. Stał tam jakiś pałac, przysłonięty mgłą.
Schodź na dół, muszę ci wyjaśnić zasady tego... zaczątku misji.
Usłyszałam damski głos. Na jego dźwięk podskoczyłam. Zamiast schodzić powoli, zaczęłam zjeżdżać. Ałć, ała, nie, nie tu!, ałć, o, to już dół. Chociaż śnieg leży.
No, wstawaj. Stań koło konia.
Ujrzałam kobietę w niebieskiej sukni. To tak, jakby rzuciła jakieś zaklęcie. Wbrew woli podeszłam do Eyre.
Witaj. Ten test pokaże, czy jesteś gotowa na bycie w Drużynie. Musisz znaleźć wyjście z tej polany, a następnie pójść do Pałacu. Masz na to zadanie dwa tygodnie powiedziała, uśmiechając się. Miała bardzo białe zęby! Przyda ci się tutaj twoja wiedza o roślinach jadalnych i niejadalnych. Teraz się prześpij, a jutro zaczynasz swoje zadanie. Jeśli ci się nie uda, nie będziesz już nam do niczego potrzebna. Więc... Pstryknęła palcami, a ja padłam jak długa. Eyre też. Zdążyłam tylko krzyknąć.

***

Jak tam było gęsto! Wyjście było ukryte obok pnia jednego z drzew. Kiedy tylko rozszerzyłam je tak, żeby Eyre mogła przejść, wsiadłam na nią i zakłusowałam, usłyszałam przeraźliwy ryk
Eyre, szybciej, szybciej, szybciej!
Poganiałam klacz. Za nami coś, jakby to powiedzieć, niszczyło Labirynt. Nie było drugiego wyjścia. Widocznie biegłyśmy w dobrym kierunku. Nagle huk ucichł. Zwolniłam tempo, aż wreszcie się zatrzymałam. Byłam przeraźliwie głodna, Eyre pewnie też. Na razie nie znalazłam żadnych owoców ni nic, co mogłabym zjeść i ja, i klacz.
Ciekawe, gdzie już jesteśmy... zastanawiałam się na głos. Ciekawe, kiedy będą przeszkody...
Nagle Eyre stanęła. Popatrzyłam przed siebie.
O Boże, istna mordownia...
Zobaczyłam ogromną przepaść. Przejść przez nią można było tylko mocnym mostem, który się nie chwiał.
Witaj, nieboże! Przejść przez to możesz, gdy kostką wyrzucisz oczko jedno z tych wysapał krasnolud w czapce-doniczce.
Waćpanie! Waćpan kostki nie ma uśmiechnęłam się kpiąco. Jakże, waćpanie, mam rzucić kostką, jeśli waćpan kostki nie posiada?
Ależ nieboże, kostki są tam... powiedział, wskazując na przepaść. Musisz tam pójść po nie!
Przełknęłam ślinę. Krasnoludek będzie mi rozkazywał?! Jeszcze czego.
To niech sam waćpan po nie idzie! krzyknęłam, po czym... przejechałam przez krasnala. Jakiś hologram, czy co?
Okej, Eyre. Na trzy. Zaczęłam w myślach odliczać. Trzy!
Wystrzeliłyśmy niczym torpedy. Przejechałyśmy przez most, po czym galopowałyśmy przez połacie ośnieżonych dróg.
Zakończyłaś pierwszy etap. Usłyszałam w głowie. Pierwszy i najłatwiejszy.

***

Nie, nie, nie, nie, nie powtarzałam. Tylko nie to.
Ujrzałam ogromny tor przeszkód. Miotacze ognia, jakieś kule, mostki, przepaści. Przez wszystko należało przejść. Z drugiej strony, jeśli przejdę przez takie coś będę herosem i niejakim bohaterem. No, raz kozie śmierć.
Nie było to takie trudne, jak się wydawało. Wystarczyło się wykazać sprytem, a potem przechodziło się prosto i łatwo.
Już nie tak daleko... Dwa zadania. Usłyszałam.
Ta, nie tak daleko pomyślałam, popędzając Eyre. Kilka razy prawie się przewróciła, ale na szczęście nie doszło do żadnych wypadków.
Jechałam dalej. Nie było wprawdzie żadnej drogi, ale... tak jakby to Eyre przewodziła. To ona kierowała, ja po prostu siedziałam na jej grzbiecie i od czasu do czasu popędzałam.

***

Kolejne dwa zadania polegały na tym, żeby nie zgubić się w labiryncie. Trzecie manewrować cienkimi korytarzami, czwarte nie wpaść na ślepą uliczkę. Kiedy wreszcie odnalazłyśmy wyjście, ogarnęła mnie nieoceniona radość. Po jakichś tygodniowych zmaganiach, nareszcie u celu! Zsiadłam z Eyre i głaskałam ją jak jeszcze nigdy dotąd. Szczęście było widać w jej dużych, ciemnych, mądrych oczach.
O, tak wcześnie?
Ujrzałam tę samą kobietę, co kiedyś. Ta sama, błękitna suknia. Nie miałam wtedy czasu się jej bliżej przyjrzeć.
Sądziłam, że nie dasz rady... To znaczy... ja... Aj, dobrze wiesz, o co mi chodzi. Witamy w Drużynie! powiedziała, podając mi chudą dłoń. Od niechcenia zrobiłam to samo. Jeszcze nie raz, nie dwa się spotkamy. Radzę ci zachowywać się dobrze, bo inaczej będziesz nam niepotrzebna uśmiechnęła się sztucznie.
Wielkie dzięki za dodanie otuchy wysyczałam. Puściła moją rękę, lekko ją szarpiąc.
Jeszcze przyda ci się moja pomoc powiedziała oschle.
Dołączyła do nas kolejna kobieta. Miała białe włosy i srebrną suknię. Witamy w wariatkowie.

Witaj w Białym Królestwie, przed Złotym Pałacem! Witaj w drużynie!

2 komentarze:

  1. Hej, hej!
    Z tej strony Nea (i pośrednio Koh). Chciałam poinformować, że zmieniamy miejsce oceniania (nerdy-ocenkujo.blogspot.com). Jeśli chcesz ocenkę od nas, zabierzemy cię ze sobą, musiałabyś tylko podmienić linki. Jeśli zależy ci, by dostać ocenkę na Wspólnymi Siłami, daj znać, a wtedy dziewczyny stamtąd przełożą cię do wolnej kolejki.
    O decyzji mogłabyś poinformować na naszych Nerdach? Byłoby nam łatwiej! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za informację!
      Pozdrawiam,
      Ginevra Boudreaux

      Usuń

Dziękuję za obserwacje i komentarze.
Jeśli mam czas, odwiedzam każdy blog, o którym napiszesz w komentarzu.
Prosiłabym, abyś nie pisał/a komentarza typu: „Fajny blog, wpadnij na mój”, „Obserwuję, wpadnij na mój”, bo to świadczy o tym, że chcesz się zareklamować.

Szablon