poniedziałek, 4 lipca 2016

08.




Magda, głowa mnie boli — powiedziała Kalina, nakrywając się kołdrą.
Może mózg ci się przemęczył po całodniowym wysiłku? — zapytałam, uśmiechając się pod nosem. Ona nie widziała tego gestu.
Co...? Jaki mózg...? — zapytała sennie.
To ty go nie masz? — spytałam, prawie dusząc się w środku ze śmiechu.
A... Mózg... Mam — uśmiechnęła się, po czym zasnęła.
Jeszcze długo leżałam w łóżku, czekając, aż zmorzy mnie sen. Myślałam, dlaczego to akurat nas wybrano do tej misji? Na świecie jest miliardy ludzi, więc czemu padło na mnie, Kalinę czy Sebastiana?
Cicho westchnęłam. Miałam coraz cięższe powieki, ale nie mogłam zmusić się, aby zasnąć. Po prostu leżałam z zamkniętymi oczyma, czekając, aż nastanie nowy dzień.
Po kilku minutach zasnęłam. Podobno pamięta się tylko przerwane sny, dlatego wydawało mi się, jakbym od razu po zaśnięciu wstała. Poczułam ból w mięśniach. Oczywiście Błękitna Dama przyszła do nas około piątej, budząc kontrowersyjnymi metodami, jakie często można zobaczyć na filmach.
Ubrałam to samo, co poprzedniego dnia, z różnicą taką, iż włosy spięłam w kompletnie nieudanego kucyka. Kalina jeszcze się przygotowywała, więc zbiegłam na dół, wcześniej mówiąc jej, że będę czekać na nią na dole. Błękitna Dama przechadzała się po polu treningowym tam i z powrotem.
O, już jesteś! — powiedziała, kiedy tylko mnie zobaczyła. — A twoja koleżanka gdzie?
Przygotowuje się. — Usłyszałam kroki lekkich butów, zbiegających po schodach. — Znaczy... Idzie.
Kalina rzuciła mi krótkie cześć i stanęła przed swoją tarczą.
Kontynuujemy wczorajszy trening — powiedziała Błękitna Dama. — Jesteście coraz bliżej celu. Jeśli raz traficie, strzelacie jeszcze dziesięć razy i odpoczywamy. Zrozumiałyście? — Przytaknęłam głową. — Możemy zaczynać. Macie swoje łuki i strzały.


***


Napięłam cięciwę i strzeliłam ostatni, dziesiąty raz. Usiadłam po turecku na trawie i czekałam, aż Błękitna Dama podejdzie do mnie.
No, brawo! I to nawet w krótkim czasie — powiedziała uradowana. — Bolą cię mięśnie?
Powiedziałam tak, zgodnie z prawdą.
Idź do Białej Królowej, jest w ogrodzie — uśmiechnęła się, po czym dodała cicho: — Ona ma te swoje... magiczne sztuczki.
Wolnym krokiem poszłam do ogrodu. Już z daleka zobaczyłam wejście, był nim żywopłot przycięty w kształt łuku. W środku zobaczyłam ścieżkę wysypaną białymi kamyczkami, rozdzielającą się na dwie przy fontannie. Stały tam także pomniki czegoś w stylu ryb. Płynęła tam także bardzo wąska rzeczka. Zaraz za strumykiem, przy stoliku siedziała Biała Królowa, jadła coś.
Witaj! — uśmiechnęła się, patrząc na mnie. — Już po łucznictwie? — Przytaknęłam głową. — Przeciążenie mięśni…? Błękitna Dama mnie uprzedzała, że któraś z was przyjdzie z tym problemem... Chodź, mam ten eliksir w Szpitaliku — powiedziała, po czym wstała.
Szła w kierunku wejścia do Pałacu, a ja poszłam za nią. Kiedy doszłyśmy do schodów prowadzących na Tarasy, wędrowałyśmy na samą górę zamku. W małej, białej komnacie były trzy łóżka. W szafce, stojącej w rogu, zobaczyłam wszystkie eliksiry.
To... ten — oznajmiła Biała Królowa po kilkuminutowym szperaniu na półkach. — Oj, sama wiem, co to są przeciążenia. W dzieciństwie trochę tańczyłam, więc akrobacje nie były mi obce — uśmiechnęła się szeroko. — Połóż się. To gdzie…?
Pokazałam na ramię. Ułożyłam rękę na stoliku koło łóżka, a Biała Królowa zrobiła mi okład z eliksiru. Po chwili poczułam ulgę. Kiedy stwierdziłam, że już nie boli, Królowa pozwoliła mi pójść do stajni, żebym mogła zobaczyć się z Eyre.
Nie widziałaś jej prawie dwa dni — westchnęła. — Mam nadzieję, że ucieszysz się z jej nowego... wyglądu, bo eliksirów troszkę na to poszło, a ona jest ciut sprawniejsza niż wcześniej. Nie widziałaś Eyre wczoraj, bo miała test kondycji. To wykazało, że trzeba użyć troszkę więcej niż jednej mikstury.
Zbiegłam ze schodów, a następnie udałam się do stajni. W drodze minęłam Kalinę, która najwyraźniej skończyła. Przybiłyśmy piątkę. Szybkim krokiem szłam do Eyre.


***


Eyre, hej! — powiedziałam, na co klacz odpowiedziała parsknięciem. Pogłaskałam ją po czole. — A te zmiany, to jakie niby... — dodałam cicho.
Miała nieco lepiej zbudowany do skoków zad i mocniejsze nogi.
Uhuhu, co też te eliksiry potrafią zrobić — szepnęłam, po czym szybko poszłam do siodlarni po szczotki.
Zaczęłam wyczesywać z sierści Eyre zaklejki. Kiedy już była czyściutka, odniosłam zgrzebła. Wyprowadziłam klacz na padok, żeby się wyszalała.
Na obserwowaniu jej minął mi cały dzień. Nim się obejrzałam, zachodziło słońce. Sprowadziłam Eyre z łąki i wolnym krokiem ruszyłam do pokoju.


***


Madzia! Nie mamy dziś zajęć! — wykrzyknęła śpiewnym głosem Kalina, wyrywając mnie ze snu. Szczerze mówiąc, wolałabym, aby Błękitna Dama oznajmiła, że mamy dzisiaj rzucać w siebie płonącymi nożami.
I po to obudziłaś mnie o... — zerknęłam na zegarek — trzeciej nad ranem?
Tak! — uśmiechnęła się, po czym położyła się z powrotem do łóżka.
Już nie mogłam zasnąć, ewentualnie zdrzemnęłam się na parę minut. Moją głowę zaprzątały te same myśli, co kiedyś; był też taki moment, że pomyślałam, czy stąd kiedykolwiek wyjdziemy?
Po czterech godzinach leżenia zaczęłam się ubierać. Ze względu na to, że dziś mieliśmy wolny dzień, wybrałam krótkie spodenki i luźną bluzkę. Z włosów zrobiłam kok.
Dziewczyny, zapraszam na śniadanie — powiedziała Błękitna Dama, kiedy tylko weszła do naszego pokoju.
Od razu wyszła i najwyraźniej poszła oznajmiać to dalej.
Kalina, ja idę — powiedziałam, po czym zeszłam na dół do sali jadalnej.


***


Nie zjadłam dużo. Nie miałam apetytu, a dzisiaj podawano potrawy syberyjskie. Wszystko na zimno. Czekałam tylko na Kalinę, która w ogóle nie przyszła na śniadanie. Siedziałam więc z praktycznie obcymi mi ludźmi. Nie mogłam się doczekać momentu, kiedy to wszystko się skończy!
Kiedy wreszcie wróciłam do pokoju, nie zastałam tam Kaliny. Od razu wyszłam z sypialni i poszłam do ogrodu. Siedziała tam, obserwując wodę pluskającą w fontannie. Podeszłam do niej.
Kalina... co się stało? — zapytałam cicho.
Nadal nie rozumiem, dlaczego wzięli akurat nas. Mnie i ciebie. Jednak najbardziej boli to, że oni o nas nie pamiętają... Nie znają nas! Dla nich nie istniejemy, jesteśmy nikim! — wykrzyczała ze łzami w oczach. — Na dodatek musimy przejść jakieś testy, czy coś.

Skoro marudzisz, jesteś sobą — westchnęłam. — Czuję się tak samo. Niepotrzebna.

———————————————————————————————
Bienvenue!
Artykuł się pisze, zdjęcia się wysyłają i jest, jak jest. Gorąco i fajnie. Jakoś żyję, zadowolona jestem, piszę to wcześniej, niż planowałam, no ale. No... z tego dopisku to wyszedł jakiś gniot, więc kończę.
Pour écrire!
Ahh ten francuski z tłumacza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za obserwacje i komentarze.
Jeśli mam czas, odwiedzam każdy blog, o którym napiszesz w komentarzu.
Prosiłabym, abyś nie pisał/a komentarza typu: „Fajny blog, wpadnij na mój”, „Obserwuję, wpadnij na mój”, bo to świadczy o tym, że chcesz się zareklamować.

Szablon