poniedziałek, 18 lipca 2016

10.


 — Magdaleno, co ty tutaj robisz? — wykrzyknęła Błękitna Dama. Przecież ty musisz leżeć.
Westchnęłam.
W tym momencie leżę.
Usłyszałam, jak Kalina zaczęła chichotać. Uśmiechnęłam się, kiedy Błękitna Dama otworzyła usta, żeby coś powiedzieć.
A... Al... Ale w sali leczniczej! wydukała, po czym machnęła ręką. Ach, ta dzisiejsza młodzież... dodała i wyszła.
Kalina wybuchnęła śmiechem.
Ale ją zdissowałaś! powiedziała. Zawsze myślałam, że będzie odwrotnie!
Przewróciłam oczami.
A ja zawsze myślałam, że nie jesteś... Pokręciłam palcem w okolicach skroni. Jak widać całe życie w błędzie.
Kalina na nowo roześmiała się. Nie widziałam jej takiej, odkąd przybyliśmy do Królestwa. Zrobiło mi się trochę lżej.
Ja słyszałam jak mówili szepnęła po chwili ciszy że Eyre jest w ciąży...
Zerwałam się z łóżka i wstałam.
Co, kur... ka wodna? wyszeptałam, po czym wybiegłam z pokoju.
Poszłam do jadalni, gdzie stołowała się Biała Królowa, jakaś nieznana mi osoba i Błękitna Dama. Usłyszałam strzępek ich rozmowy.
Pamitasz śmirć mali Fiona, pitnaście lat timu? zapytała opasła kobieta. Wyszli to dosić dramatiquement*, ali mi musieli.
Zerknęłam na kobietę. Około pięćdziesiątki, wysoka. Ubrana była w krótką jak na dworzan spódnicę i bluzkę z wysokim, zdobionym koronkami kołnierzem.
Tak, bardzo ją opłakiwali, a szczególnie mała Magda, w końcu... przerwała Błękitna Dama nie bez powodu ją tutaj wezwaliśmy. Marie, napijesz się jeszcze herbatki?
Nagle przypomniało mi się coś. Znałam tę kobietę... To była matka mojej przyjaciółki z przedszkola, Fiony...
Nie, je vous remercie.** powiedziała, po czym szybko dodała: A tak en marge***, za drzwi ktoś stoi.
Przeszedł mnie dreszcz. Postanowiłam tylko wyskrobać coś o Eyre. Weszłam, kiedy tylko Biała Królowa zawołała mnie. Zajęłam jedyne wolne miejsce koło owej kobiety.
O, Madeleine, siadaj powiedziała wesoło. Herbatki?
Pokręciłam głową. Siedziałam sztywno. Gdyby tylko była tu Kalina...
Madeleine? Ta, którą tu wy wezwali? zapytała, jakby z niedowierzaniem, kobieta.
Tak, Marie, to ona.
Popatrzyła na mnie krzywo. Uśmiechnęłam się delikatnie, ale ona nie odwzajemniła tego gestu. Czułam, jak przewraca mi się w żołądku. Najwyraźniej uśmiech nie zagościł na mojej twarzy, ale wykrzywiłam ją w jakimś grymasie. Po chwili, kiedy stałam się cała czerwona, Marie uśmiechnęła się i podała mi dłoń, chudą i kościstą.
Och, Madeleine! Jak tam twoi klacz? zapytała wesoło. Dobzi się czui?
Biała Królowa zrobiła niepewną minę. Błękitna Dama wyglądała na zakłopotaną. Przewróciłam oczami.
Marie, ona jeszcze nie wie szepnęła dyskretnie Dama, ale na tyle głośno, że to usłyszałam.
Aliż Królowo, czimu jej nie powiedziały? zapytała z lekkim wyrzutem, po czym dumnie dodała: Toż to jej klacz, powinna wiedzieć, że na time no-ride'u jej koń został wzity do procreation****...
Ależ Marie! Ty umiesz angielski? spytała Błękitna Dama z wyraźnym zdziwieniem.
Naturallement!***** Nie wiedzieć? prychnęła. Dobzi, Madeleine teraz już wi, wic mozi wracać.


***


Płakałam. Nie pierwszy już raz od przyjazdu tutaj płakałam. Okazało się, że śmierć Franki (tak naprawdę nigdy nie wiedziałam, jak miała na imię może naprawdę Fiona) była upozorowana, żeby tylko mi się coś nie stało. Wstrząsał mną szloch.
Magda, co się stało? Kalina usiadła koło mnie na łóżku i objęła ramieniem. Krasnoludki...
Poczułam, jak złość wypełnia każdy zakamarek mojego ciała.
Żadne krasnoludki! krzyknęłam. Nie opowiadałam ci o France, nie? Potrząsnęła głową. Ona... była moją najlepszą przyjaciółką w przedszkolu. Jedyną nawet powiedziałam przez łzy. Wszystko się skończyło, kiedy pierwszego września rzekomo wpadła pod koła jakiejś ciężarówki.
Słuchała w milczeniu.
A najlepsze było to, że nie poszliśmy na pogrzeb uśmiechnęłam się, ale nie przyjaźnie. Płakałam pod kołdrą, płakałam tak bardzo, jak jeszcze nigdy po czyjejś śmierci. Umarł ci kiedyś ktoś bliski, prawda? Przytaknęła głową. Płakałaś? Pewnie, że tak. Jeszcze do nikogo nie czułam takiej więzi, jak do niej, więc nie ryczałam na śmierci obu babć i dziadków. Potem... potem też nie, to był jedyny raz, kiedy tak bardzo, bardzo żałowałam, że ktoś umarł. Rodzice mówili, że najwyraźniej wypełniła swoją misję.
Przerwałam. Nie byłam w stanie mówić dalej. Chwila ciszy, po czym dodałam:
I co się dowiedziałam? Że tak naprawdę ją zabili, zabili, żeby nic mi się nie stało! wykrzyknęłam z żalem. Rozumiesz? Po cholerę im ja, skoro mogą mieć sobie każdą inną osobę! Teraz chodzi o to, że muszę cię chronić, bo...
Przytaknęła głową. Przytuliła mnie mocniej, a ja coraz bardziej szlochałam.
A z Eyre... Wzięli ją do jakiejś prokreacji, czy coś uśmiechnęłam się. Wykorzystali czas mojej... wyleczonej kontuzji.
Zaśmiała się. Skoro kontuzja jest wyleczona, to kontuzji nie ma! Oj, jest. Przynajmniej według nich.
Kiedy mi przeszło, po pożegnaniu się z Kaliną, poszłam do stajni. Wzięłam szczotki i zaczęłam długo i dokładnie czyścić Eyre. Po skończeniu, usiadłam w czystym rogu boksu na belu siana przyniesionym specjalnie do odpoczynku. Pogłaskałam Eyre po pysku.
No, jak ten czas szybko mija... Wydaje się, że dopiero byłyśmy na Arenie Caballo, a to już tutaj, dwa tygodnie minęły...


***


Ktoś tu jest duzi śpioch.
Usłyszałam nad sobą roześmiany głos. Wszędzie poznałabym ten akcent, przynajmniej tutaj, w Białym Królestwie. To nie kto inny, jak...
To ja, Marie! Wizimy się znowi! powiedziała wesoło. Przyszłam sprawdzić, co u Eyri, ale najwyraźni ona ma już stróża.
Popatrzyłam w górę zaspanym wzrokiem. Kalina stała z tyłu, zaraz za Marie. Uśmiechała się.
Twoja koleżanka opowiedziała mi o wszystko, mam nadziei, że już dobzi.
Pogroziłam Kalinie palcem. Podeszła do Eyre, i pogłaskała ja po głowie.
Wic, gotowi na rozmowi?
Przytaknęłam. Zmobilizowałam wszystkie siły, żeby wstać po nocy spędzonej na belu siana.


* dramatiquement (fr.) dramatycznie
**je vous remercie (fr.) dziękuję (ale nie)
***en marge (fr.) na marginesie
****procreation prokreacja, w języku znanym tylko szanownej Marie z Longwitch
****naturallement (fr.) naturalnie


-----------------------------------------------------------------

No, widzimy się znowu. Wakacje trwają w najlepsze, za dwa dni (20.07) moje urodziny, może jakąś miniaturkę napiszę :D A tymczasem przybyła Marie, mogę powiedzieć tyle: jest Francuzką.
Wena moim bogiem, a rozdziały pierogiem!
PZDR
Cavaletti

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za obserwacje i komentarze.
Jeśli mam czas, odwiedzam każdy blog, o którym napiszesz w komentarzu.
Prosiłabym, abyś nie pisał/a komentarza typu: „Fajny blog, wpadnij na mój”, „Obserwuję, wpadnij na mój”, bo to świadczy o tym, że chcesz się zareklamować.

Szablon