poniedziałek, 25 lipca 2016

11.


Uśmiechnęłam się szeroko na samą myśl o szkole tanecznej. Marie oznajmiła mi i Kalinie, że można takową znaleźć w Pałacu. Wzruszyła ramionami.
Ja tam bym wolała do klasy fryzjerskiej — Kalina machnęła niedbale ręką — ale takie wyjście też może być.
Opuściłyśmy bogato zdobioną salę. Każda z nas poddała się innym rozmyślaniom. Nie odzywałyśmy się. Słysząc rytmiczny stukot obcasów Kaliny, uświadomiłam sobie, że tak naprawdę mamy tylko siebie. Seba odjechał Bóg nie wie dokąd, wcześniej psując mi psychikę.
Przedtem nie dawał żadnych znaków prowadzących do tego celu. Nie mogłam się spodziewać, że tak zrobi. Czułam się bezsilna.
Moją uwagę na nowo zwróciły gobeliny zdobiące korytarz. Zauważyłam, że nie opowiadały one historii Pałacu. Przedstawiały jakąś jasnowłosą dziewczynę, w towarzystwie brunetki i wysokiego szatyna. Uśmiechnęłam się. To tak bardzo przypominało mnie, Kalinę i Sebę, jeszcze przed Białym Królestwem i Areną Caballo.
W pewnym momencie szlak wyszywanych na tkaninie obrazów — urwał się. Pozostały jedynie puste materiały wiszące na ścianach.
Usłyszałam szybki stukot szpilek. W tej samej chwili odwróciłam się. Biegła do nas Błękitna Dama. Machała gwałtownie rękami, żeby złapać równowagę.
Magda! Kal... Kalina! — wysapała. — Nie... ma cza-czasu na żadne — przełknęła ślinę — pogaduszki. Królowa was wz-wzywa! Macie się stawić w Wiel... kiej sali, będziecie uczestniczyć w jak-jakiejś inau... guracji. I przebierzcie się, nie pójdziecie tam w spodniach! To będzie najprawdopodobniej najwspanialszy dzień waszego życia! — Błękitna Dama wyraźnie rozpromieniała.
Odwróciła się i z gracją odeszła.
O kurna, mało czasu mamy — mruknęła Kalina, po czym chwyciła mnie za nadgarstek i pociągnęła w stronę pokoju. — Wybierz pierwszą lepszą suknię, ale jakąś ładną — instruowała. — Rozpuść włosy, bo w tym — pokazała na moją fryzurę — wyglądasz... no, wiesz.


***


Witam na tej wyjątkowej uroczystości! — zaczęła Biała Królowa. — W dzisiejszym dniu dwie nowo przybyłe do nas osoby zostaną wybrane do Grup; Colles — grupy wywiadu oraz Dellum — grupy leczniczej. — Mówiąc to, wskazywała na członków poszczególnych załóg. — Kapitanowie grup — wystąp!
Kiedy to powiedziała, dwie osoby wstały i skierowały się w stronę sceny. Oboje byli chłopakami, na oko w moim wieku. Jeden z nich był wysokim blondynem. Odziany był w typowe ubrania — brązowe spodnie i obcisłą bluzę na długi rękach. Jego nogi nie były długie; nie mogłam też powiedzieć, że krótkie. Zauważyłam, że włosy sięgały mu do ramion.
Drugi miał założony na głowę ciemnozielony kaptur. Zdążyłam zobaczyć tylko ciemne włosy. Był drobnej budowy; przez ramiona miał przewieszony łuk i strzały. Wysokie buty sięgały mu do połowy łydek. Był odrobinę wyższy od blondyna.
Dziewczyny, przyglądaliśmy się waszym treningom wraz z załogą — rzekł zawadiacko jasnowłosy. — I musieliśmy stwierdzić, która z was nadaje się do Colles, a która do Dellum. Jedna z was słabiej sobie radziła i częściej marudziła — spojrzałam przelotnie na Kalinę, która coś mruknęła — ale śmiem twierdzić, iż obie jesteście wspaniałe w tym, co robicie. Więc... zapraszam Magdę i Kalinę na środek. — Błysnął swoimi białymi zębami.
Popatrzyłam niepewnie na scenę, po czym podniosłam się. Usłyszałam, jak Kalina mruknęła coś w stylu: I po co, już wiem, gdzie będę, po czym wstała i ruszyłyśmy równym krokiem. Weszłam po schodach i stanęłam w rogu, niedaleko chłopaka w kapturze. Kalina zajęła miejsce obok mnie.
Kalino, mogłabyś tu podejść? — rzucił jakby od niechcenia blondyn. — Dnia dzisiejszego, o godzinie... siedemnastej piętnaście, ogłaszam wszem i wobec was wszystkich, że ta oto Kalina Sikora, herbu brak, została przydzielona do leczniczej grupy Dellum. Brawa proszę!
Kalina uśmiechnęła się, po czym gwałtownie dygnęła. Zakręciła się i myślałam, że straci równowagę. Ta jednak odeszła na drugi koniec sceny i dyskretnie pomachała do mnie.
W tej samej chwili blondynek ustąpił miejsca brunetowi, który ściągnął kaptur i odrobinę podwyższył mikrofon. Mężczyzna miał łagodny wyraz twarzy, włosy ciemne jak czekolada, a oczy brązowe niczym skarogniady koń. Coś się we mnie przełamało i co chwila dyskretnie zerkałam w jego stronę. Kalina najwyraźniej to zauważyła, bo złożyła dłonie w kształt serca, ale ja przewróciłam oczami i czekałam.
Dzień dobry, ja... — przerwał. — Chciałbym ogłosić, która, chociaż to już wiadome — mruknął — z was została przydzielona przez moją ekipę do Colles.
Przełknęłam ślinę.
Więc... Magdaleno, raczyłabyś tutaj przyjść? — powiedział, spoglądając w moją stronę. W ogromnej sukni, jakbym przeszła tysiące kilometrów, stanęłam obok chłopaka. — Na mocy danej mi przez Białą Królową, obecna tu Magdalena Kamińska, herbu brak, zostaje przydzielona do grupy wywiadu, Colles. Brawa.
Posłał mi przyjazne spojrzenie, a ja odwzajemniłam je delikatnym uśmiechem. Podeszłam do Kaliny, po czym odwróciłam się i zajęłam miejsce obok. Nim zdążyłam się odwrócić, brunet posłał w moją stronę nikłe spojrzenie, po czym założył kaptur i blondyn przejął mikrofon.
Korzystając jeszcze z chwili bez zamieszania, dodam, że Kalina i Magda zostają tutaj chwilę w pewnych sprawach — powiedział, a potem ukłonił się nisko.


***


Jutro mamy spotkanie inauguracyjne. Kalina, ty czekaj Pałacowym Ogrodzie — uśmiechnął się szeroko blondyn, tak, że widać było wszystkie jego zęby.
Magda, stój pod bramą główną — rzucił brunet.
Skoro wszystko wiadome, możecie iść — powiedział przeciągle blondyn. — Ach, zapomniałbym. Dziewiąta w umówionych miejscach.
Wyszłyśmy z miniaturowego pokoiku, po czym ruszyłyśmy do sypialni. Kalina może i się nie odzywała, ale co chwila zerkała w moją stronę, uśmiechając się. Kiedy naliczyłam dziesiąty raz takiego zachowania, zatrzymałam się i szybko wypaliłam:
No, o co chodzi?
Z początku nic nie mówiła, ale potem zaczęła:
Nie udawaj, że nie wiesz — powiedziała, przeciągając każdą samogłoskę. — Widziałam, jak na niego patrzyłaś, przyznaj się, no!
Westchnęłam ciężko i przewróciłam oczami.
Nie, Kalina, nie wiem. — Lekko się zarumieniłam. — A ty nie śmiałaś się, kiedy wywołał cię ten blondasek?
Aj, niewinne zauroczenia, no — zmarszczyła brwi i dodała: — Widziałam też, jak on na ciebie patrzył. Zaiskrzyło?
Wybuchłam śmiechem. Mimo iż czułam, że Kalina ma trochę racji, zakładałam, że to kłamstwo. Szłyśmy dalej w milczeniu, ale Kalina co chwilę na mnie spoglądała. Cicho westchnęłam, po czym przyspieszyłam kroku.


***


Wojciech odprowadzał wzrokiem odchodzące dziewczyny. Ta blondynka, Magda, miała całkiem zwinne ruchy, myślał, że przystosuje się do ich wiecznie trudnego położenia. Kaliny nawet nie uwzględniał w swoich naradach. Wątpił, czy dała by sobie radę w mokradłach i lasach, wiecznie marudząc. Strzelała także gorzej z łuku i gorzej władała mieczem.
Ona ma zadatki na prawdziwą pielęgniarkę — mruknął, po czym powrócił do swoich myśli. — A Magda za to urodziła się w trudnych warunkach.
Tylko tyle zdążył wywnioskować z ich treningów.


————————————————————————————
Ten rozdział to moja duma, naprawdę! A to-to na końcu, to nie mogłam się powstrzymać od dodania tego fragmentu i koniec końców odbiegłam od narracji pierwszoosobowej, ale ciii. xD
Tutaj troszkę bardziej obficie, dłuższe dialogi, opisy. Módlmy się, żeby tak było dalej. A Seba... Seba jak Seba, jest szczęśliwy tam, gdzie jest i szybko nie wróci. Nie zobaczycie go przez najbliższe... pięćdziesiąt rozdziałów?
Tak, tak, Wojtek to ten brunet w pelerynie. Dobrze, że nie z brodą, bo już by było ze mną źle. xD


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za obserwacje i komentarze.
Jeśli mam czas, odwiedzam każdy blog, o którym napiszesz w komentarzu.
Prosiłabym, abyś nie pisał/a komentarza typu: „Fajny blog, wpadnij na mój”, „Obserwuję, wpadnij na mój”, bo to świadczy o tym, że chcesz się zareklamować.

Szablon