poniedziałek, 1 sierpnia 2016

12.



Szybkim krokiem szłam do głównej bramy Pałacu. Już z daleka zobaczyłam przechadzającego się tam i z powrotem mężczyznę w kapturze. On najwyraźniej w tym samym momencie usłyszał mnie, bo dyskretnie odwrócił głowę i spojrzał w moją stronę.
Nie zatrzymując się, szłam, aż przestąpiłam progi bramy Pałacu. Stanęłam w miejscu i wyczekująco spojrzałam na bruneta. Nadal nie wiedziałam, jak miał na imię.
No... — zaczął. — Tak się we mnie wpatrujesz... Zazdrościsz mi kaptura?
Przełknęłam odruchowo ślinę i podniosłam ciut wyżej głowę.
Że co proszę? — Ujrzałam figlarny błysk w jego oczach. — Ach, kaptur... Nawet może być — wymamrotałam.
Dopiero po chwili ciszy brunet odsłonił twarz. Uśmiechał się do mnie, po czym powiedział:
Nie martw się. Niedługo też taki dostaniesz. — Wziął głęboki wdech i dodał: — Chodź za mną. Idziemy do bazy.
Powoli się ściemniało, a ja szłam za brunetem. Doszliśmy do jakiegoś gęstego lasu. Manewrowałam między drzewami, pilnując, aby nie zgubić mężczyzny. Jakby coś wyskoczyło spomiędzy krzaków, byłabym zdana tylko na bruneta.
Las, jak miło. Może mnie tu zgwałcić, zabić, a potem porzucić — mruknęłam cicho, niechcący jednak na tyle głośno, żeby on to usłyszał.
Słucham? — zapytał z ledwo skrywanym rozbawieniem.
Rzuciłam szybkie nic, po czym ruszyłam szybciej. Zobaczyłam delikatnie migające w oddali światełko. Wyszliśmy z gęstego poszycia, po czym brunet stanął i powiedział z dumą:
Jesteśmy. To nasza baza. W lesie, żebyśmy mogli patrolować okolicę.
Domek zbudowany był z okrągłych bali. Do jedynych drzwi wejściowych prowadziły trzy schodki. Przez duże okna prześwitywało żółte światło lamp i zobaczyłam, że przy oknie siedział jeszcze jakiś inny chłopak.
Wiem. W środku jest jeszcze śliczniej, w końcu ja sam dekorowałem — uśmiechnął się.
Gestem pokazał mi, żebym szła pierwsza. Niepewnie ruszyłam przed siebie. Weszłam po trzech stopniach, otworzyłam drzwi i przekroczyłam próg. Wieczorem było dosyć chłodno, a ja poczułam wszechobecne ciepło. Na końcu krótkiego korytarza ujrzałam światło. Szybko pokonałam dzielącą mnie od niego odległość i kiedy miałam przekroczyć próg, poczułam ucisk na nadgarstku. Szybko odwróciłam się, odruchowo unosząc prawą dłoń i uderzając napastnika prosto w twarz. Cios został jednak powstrzymany.
Spokojnie — szepnął brunet, puszczając. — Ja pierwszy.
Wyminął mnie, po czym wszedł do pokoju.
Chłopaki — zaczął — mamy gościa. A dokładnie — nową koleżankę.
Weszłam i oparłam się o ścianę. Zrobiłam krok w lewo, ale napotkałam sofę. Poczułam na sobie czyjś wzrok. Brunet patrzył na mnie wyczekująco. Westchnęłam i podeszłam bliżej.
Pamiętacie te treningi, na które chodziliśmy? Na własne oczy widzicie Magdę. Więc... Ja jestem Wojciech, ten, co siedzi przy biurku to Fabian — wskazał na tamtego — a ten drugi, podnóżek właściwie, to Kaspian.
Ej!
Rzucił Wojciechowi mordercze spojrzenie. Ten tylko uśmiechnął się i dodał:
Masz pelerynę i leć, bo komuś tutaj trzeba będzie dać lekcję dobrego wychowania...
Podał mi kaptur, po czym wyszłam i jakoś dotarłam do Pałacu.


***


No, jak było? — zapytała Kalina, kiedy tylko rano zobaczyła, że już nie spałam. — No mówże wreszcie!
Wzięłam głęboki wdech i powiedziałam krótko:
Dostałam pelerynę. — Kiedy napotkałam na sobie karcące spojrzenie, dodałam: — I ten ma na imię Wojciech, był jeszcze Fabian i Kaspian.
Kalina wstrzymała powietrze — wyglądało to, jakby się dusiła — i wskazała na mnie palcem.
BYŁO ICH TAM TRZECH? — ryknęła. — Czemu mnie nie zawołałaś...?
Przewróciłam oczami i skrzywiłam usta. Po chwili namysłu, z szerokim uśmiechem powiedziałam:
Ech, ty się bawiłaś z blondynkiem i ferajną...
ON MA IMIĘ! — Zrobiła oburzoną minę. — Czekaj... Felicjan...? Nie, chyba Franek. Tak, Franek! — wykrzyknęła z radością.
Powiedziałam jej także, że miałam misję w poniedziałek. Zaczęła się we mnie wpatrywać. Kiedy zrobiłam gest o co chodzi?, gwałtownie zaczerpnęła powietrza i oznajmiła szybko:
Nie zrób im nic.
Uśmiechnęłam się delikatnie. Postanowiłam zapytać Białą Królową, czy na czas podróży Eyre zostaje tutaj.
Pożyczymy ci specjalnie szkolonego wierzchowca, spokojnie! Ja się w tym czasie zajmę Eyre, bo zapewne szybko nie wrócicie... — powiedziała ze smutkiem. — Życzę powodzenia. — Mrugnęła jednym okiem.


***


Pogłaskałam Eyre po pysku.
Coś mi się wydaje, że długo się nie zobaczymy — powiedziałam cicho.
Klacz w odpowiedzi parsknęła, a ja uśmiechnęłam się. Popatrzyłam w jej mądre oczy, które mówiły nie bój się, nie ucieknę. Jednak nie martwiłam się tyle o nią w królewskiej stajni, co o mnie — najprawdopodobniej — w dziczy.
Ucieszyłam się na samą myśl o tym, że za kilka lat znowu będę mogła galopować po pastwiskach, być wolna. Podobno marzenia się spełniają.
Ostatni raz oparłam plecy o Eyre, wsunęłam dłoń w jej grzywę.
Nieprędko. Czekaj na mnie.
Wyszłam z boksu. Wolnym krokiem, powłócząc nogami, kierowałam się do Pałacu. Tam, gdzie zwykle.
Postanowiłam jednak skręcić i udać się do bazy. Jak wczoraj pilnowałam, żeby się nie zgubić. Kiedy między drzewami ujrzałam drewniany dom, poczułam satysfakcję. Doszłam do drzwi i zapukałam. Otworzył mi Kaspian.
Miał lekko rudawe włosy, które w niektórych miejscach przechodziły w blond. Zlustrował mnie przenikliwymi, błękitnymi oczami i uśmiechnął się. Podobno jak ten blondyn Franek błysnął białymi zębami. Ubrany był w koszulkę z nadrukiem i krótkie spodenki.
No? — zapytał.
Ja chciałam się dowiedzieć, o której w poniedziałek wyruszamy — wypaliłam, nerwowo wymachując rękami.
O ósmej rano. Możesz już iść — powiedział, po czym zamknął mi drzwi przed nosem.
Usłyszałam krzyki. Przez okienko w drzwiach zobaczyłam, że to Wojciech tak się darł na Kaspiana. Kiedy tamten zmierzał w kierunku drzwi, szybko odwróciłam się i odeszłam, tym razem prosto do Pałacu.


———————————————————————————
Rozdział 13. zostanie opublikowany za dwa tygodnie, za to za tydzień we wtorek możecie się spodziewać pierwszego rozdziału na Białych Myślach, gdzie publikuję nowe opowiadanie High Fantasy. Serdecznie zapraszam! Za tydzień do zobaczenia na myślach, gdzie we wrześniu będzie normalny szablon ;3
PZDR
Cavall.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za obserwacje i komentarze.
Jeśli mam czas, odwiedzam każdy blog, o którym napiszesz w komentarzu.
Prosiłabym, abyś nie pisał/a komentarza typu: „Fajny blog, wpadnij na mój”, „Obserwuję, wpadnij na mój”, bo to świadczy o tym, że chcesz się zareklamować.

Szablon