niedziela, 28 sierpnia 2016

14.



Coraz bardziej zbliżaliśmy się do chatki. Z zewnątrz nie wydawała się duża; wydawała się być śmiesznych rozmiarów w porównaniu do Pałacu. Z daleka ujrzałam niewielką przybudówkę, która najwyraźniej była stajnią. Kiedy byliśmy już wystarczająco blisko, zobaczyłam, że domek zbudowany był nie z drewna, ale z kamiennych cegieł. Dach pokryto strzechą. W oddali ujrzałam niewielkie jeziorko; nie było zamarznięte.
A, no tak, udawana zima. Uśmiechnęłam się na samą myśl o tym, że już niedługo położę się do ciepłego łóżka... Wojciech zdawał się czytać w moich myślach.
Ojoj — powiedział, ledwo skrywając śmiech. — Tak łatwo to nie będzie.
Zaśmiałam się cicho i krótko. Spojrzałam spod kaptura na Wojciecha, ale jego twarzy nie było widać, przez to, że osłaniał ją cień nakrycia głowy.
Drzwi do chatki były najwyraźniej z drugiej strony, bo nie widziałam ich; widziałam za to dwa małe okienka patrzące na naszą stronę, czyli na wschód. Domek nie zrobił na mnie ogromnego wrażenia, ale czegóż można było się spodziewać po małej, leśnej chatce?
No, idziemy — rzucił Wojciech, po czym przyspieszył do kłusa. — Będziemy musieli się rozgościć, bo domek ma zaledwie dwie izby plus kuchnię i łazienkę, więc... No... Ten, tego... Wiecie, o co mi chodzi. — Machnął niecierpliwie ręką.

***

Chłopaki, rozpalcie w kominku, a ja na chwilę porwę Magdę — powiedział Wojciech, po czym wypchnął mnie za drzwi.
Ej! — krzyknęłam, próbując zapierać się rękami i nogami. — Puść mnie!
Ten tylko się zaśmiałam i gdy tylko przekroczyłam próg, zamknął drzwi.
Po pięciu minutach byliśmy w drodze nad jezioro. Szłam wpatrując się tępo przed siebie, nie zwracając uwagi na towarzysza. Czułam na sobie jego wzrok, ale zmusiłam się, by go nie odwzajemnić. Wreszcie kiedy poczułam spojrzenie dwudziesty raz, wypaliłam:
No?
Wojciech zrobił niewinną minę i rzucił:
Ja nic od ciebie nie chciałem.
Westchnęłam cicho i zaczęłam szybciej iść. Po pięciu minutach poczułam ucisk na nadgarstku, a wraz z nim usłyszałam:
Hola, hola, niecierpliwa gazelo! Jeszcze kilka kroków i czeka cię mętna otchłań wodna! — powiedział Wojciech, udając nader poważnego.
Gwałtownie się zatrzymałam i spojrzałam do tyłu. Wojciech stał za mną, uśmiechnięty od ucha do ucha, podczas gdy ja stałam z — sądząc po wyrazie jego twarzy — dziwaczną miną. Głęboko westchnęłam.
A ja myślałam, że jesteś bardziej tajemniczy — powiedziałam, po czym wyszarpnęłam się z ucisku. — Nie będę stać na mrozie, żegnaj.
Szybko się odwróciłam i wolnym krokiem ruszyłam ku chatce. Usłyszałam jednak głos.
Jesteś niesamowitą dziewczyną... piękną i inteligentną, a do tego nigdy się nie poddajesz. Naprawdę chcę wiedzieć o tobie więcej. Poznać prawdziwą Magdę.
Zatrzymałam się, zszokowana. Nie byłam pewna, czy przypadkiem nie kłamał, jednak ton jego głosu zdradzał, że mówił szczerze.
I mówisz to po, policzmy, niecałych dwóch tygodniach znajomości? — zapytałam, unosząc brwi do góry. Skrzyżowałam ręce na piersi.
Wojciech zrobił zbolałą minę. Odwróciłam się szybko i poszłam, delikatnie powłócząc nogami. Przechyliłam delikatnie głowę...
a on nadal tam stał, odprowadzając mnie wzrokiem.

***

Westchnęłam. Kolejny raz tej ciepłej a białej nocy przewróciłam się na materacu. Nie mogłam zasnąć, nie po tym, co usłyszałam. Rozważałam jego słowa.
Tak nie powiedziałby prawdziwy Wojciech… Nawet jeśli dobrze go nie znałam.
Zaśmiałam się cicho ze swojej naiwności. Dopiero po paru latach zorientowałam się, że to był mój największy błąd.
Ktoś przyłożył mi do ust i nosa chustkę nasączoną jakąś substancją. Próbowałam się wyrwać, jednak „niemiły gość” unieruchomił mnie łokciem. Próbowałam coś powiedzieć, krzyknąć, jednak słyszałam tylko pomruki. Byłam zrozpaczona. Po kolejnych sekundach oczy stopniowo zachodziły mi mgłą, a potem zapadła ciemność. Wzięłam ostatni łyk powietrza, po czym skończyło się wszystko.

***

Obudził mnie trzask pięści o stół. Otworzyłam oczy i zaczęłam się rozglądać, jednak kiedy tylko zobaczyłam dwóch mężczyzn siedzących przy stole, znieruchomiałam, jednak było za późno. Jeden z nich zobaczył to i dźgnął drugiego palcem.
— Nasza królewna się obudziła — rzucił pierwszy jakby od niechcenia.
Miał ciemne włosy przyprószone siwizną. Nosił ciemnogranatowy mundur, rozpoznałam, że byłam na terytorium innego państwa po jego ubraniu. W Białym Królestwie zakładano zbroje. Mężczyzna miał ostre rysy twarzy, oczy lekko skośne. Nie przedstawiało go to jako potulnego baranka; przeciwnie — wyglądał na człowieka upartego i wyniosłego.
— Nie sądziłem, że to zadziała na nią tak mocno — zaśmiał się drugi, mówiąc z jakimś obcym akcentem.
Drugi rysował się jeszcze gorzej od poprzednika. Blizna, przecinająca mu pół twarzy, wyglądała przerażająco. Miał rude włosy, brodę i wąsy; przenikliwe, zielone oczy dodawały mu takiego impetu, którego nie miał tamten. „Drugi” nie nosił tego samego umundurowania. Miał krótką pelerynę i inny frak, w kolorze spleśniałych owoców.
— Chyba pora na przesłuchanie — powiedział „pierwszy”, powoli wstając. W moim odczuciu chodził jak kaczka, kołysząc się na boki i stawiając stopy daleko od siebie. — Pamiętasz wszystko?
Wszystko? Raczej tak, ale w ostatniej chwili opamiętałam się i zaprzeczyłam. Wiedziałam, że w niedalekiej przyszłości kłamstwo będzie mnie słono kosztować, ale chciałam jak najbardziej odwlec tę chwilę. Zaśmiałam się z siebie w duchu. Przyjęłam kpiący wyraz twarzy i wpatrywałam się w „pierwszego”, który coraz bardziej zbliżał się w moją stronę, tupiąc głośno swoimi „kaczymi nóżkami”.
— Kiedyś będziesz musiała sobie przypomnieć, a może jednak…
Usłyszałam brzęk stali. Nie zauważyłam, kiedy „drugi” wstał i wyciągnął nóż, zakładając go na mojej szyi. Cicho syknęłam, przełknęłam ślinę. Próbowałam podnieść ręce, zatrzymać mężczyznę, jednak moje ręce i nogi były skrępowane.
— A teraz pamiętasz?! — ryknął nagle „pierwszy”, co sprawiło, że drgnęłam.
Nóż naruszył skórę na szyi. Poczułam, jak ciepła krew spływa po mojej szyi, jednak starałam się nie okazywać po sobie lęku o własne życie. Najwyraźniej nie wyszło, gdyż zauważyłam  w oczach „pierwszego” błysk satysfakcji. Ręką nakazał „drugiemu”, żeby odłożył nóż.
— Fahad, nie zabij jej, mamy cenną zakładniczkę, po tym, jak reszta z jej „kolegów” uciekła, nie próbując nawet uratować dziewczyny — zaśmiał się „pierwszy”, a po chwili dołączył do niego — jeśli „drugi” miał tak na imię — Fahad.
— Co…? — szepnęłam cicho, zdziwiona.
Jak oni mogli skazać mnie na chciwość losu…? Jak? Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu, jednak nie pozwoliłam, by przeszły dalej. Nie będę płakać. Jeszcze nie teraz.
— Tak jest, kochaniutka. Po prostu cię zgarnęliśmy — powiedział ze śmiechem Fahad.
Najwyraźniej „pierwszy” zobaczył przerażenie w moich oczach, gdyż uniósł dłoń. Fahad przestał się śmiać. „Pierwszy” ruszył kilka kroków do przodu.
— Nie martw się, nic ci nie zrobimy — rzekł cicho. — Będziemy tylko żądać za ciebie okupu, królewno.
— Tobias, ona dobrze wie, że nic jej nie zrobimy — zaśmiał się Fahad. — Inaczej już by tu się wykrwawiała.
Tobias — tak brzmiało imię „pierwszego” — uciszył dłonią Fahada. Ten siedział cicho. Tobias wskazał głową drugiemu drzwi. Fahad, chodząc, tupał jeszcze głośniej niż poprzedni. Miał lekko przygarbione plecy.
Po chwili oboje wyszli. Zostałam sama, jeśli nie licząc zaschniętej krwi na szyi. Gdzie ja w ogóle byłam? Spojrzałam za okno, które ujrzałam dopiero teraz. Krajobraz szybko migał za szybą. To chyba był pociąg…
Wokół mnie leżały kartonowe pudła. Oparłam się o jedno z nich i zaczęłam wpatrywać w przeciwległe do poprzedniego okno. Po paru godzinach obraz zaczął się ściemniać, a ja dostałam małą, skromną kolację składającą się z czerstwego chleba i kubka wody. Następnie zasnęłam. To zdecydowanie nie był mój ulubiony dzień w Innym Świecie.

——————————————————————————————
Kiedy zaczęłam tworzyć to opowiadanie, miało to wyglądać zupełnie inaczej, noale… hah, mam nadzieję, że się podoba.
Wróciłam do tego opowiadania po sześciu tygodniach zajmowania się Myślami. Dlaczego sześciu? Wcześniejsze rozdziały zaplanowałam. I właśnie po tej przerwie naszły mnie nowe pomysły, a czemu by nie zrobić tego? A tamtego? A może by wprowadzić Araba? A niech mają Araba, jeszcze Niemca dorzucę i ok. I jest ok, pozdro.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za obserwacje i komentarze.
Jeśli mam czas, odwiedzam każdy blog, o którym napiszesz w komentarzu.
Prosiłabym, abyś nie pisał/a komentarza typu: „Fajny blog, wpadnij na mój”, „Obserwuję, wpadnij na mój”, bo to świadczy o tym, że chcesz się zareklamować.

Szablon