wtorek, 25 października 2016

15.




Szybko otworzyłam powieki. Słyszałam hałas za drzwiami, więc powoli wstałam i wyczekiwałam. Głośne krzyki, kobiece. Uśmiechnęłam się do siebie. Może będę miała towarzyszkę w podróży…?

Nagle drzwi się otworzyły. Ujrzałam w nich pełną furii twarz, którą okalały ciemne, napuszone włosy. Dziewczyna miała ten dziwny, dziki błysk o oku. Obserwowałam z szacunkiem jej zmagania ze strażnikami, którzy usiłowali wepchnąć ją do mojego przedziału.
Nigdy ich nie znajdziecie! — krzyczała, kiedy zamykano drzwi. — Mówiłam, żeby mnie nie szukali! Dobrze się ukryli, wy pokurcze! — wrzeszczała. Tłukła pięściami w okienko, z całej siły.
Nagle wzięła głęboki wdech i pojedyncza łza spłynęła jej po policzku. Błyskawicznie otarła ją wierzchem dłoni i zamknęła oczy. Osunęła się po ścianie obok drzwi i oparła głowę na chudych dłoniach. Dziewczyna miała umorusaną twarz; tylko tyle zdążyłam zobaczyć, zanim nie otworzyła oczu i popatrzyła wokół. Jej wzrok zatrzymał się na mnie.
A ty? Od dawna tu jesteś? — zapytała cicho, wstając. Podeszła do mnie i uśmiechnęła się. — Możesz mówić na mnie Rosalie, chociaż moje prawdziwe imię brzmi inaczej… No wiesz, to tylko pseudonim.
Poczułam sympatię do tej dziewczyny. Była na oko w moim wieku, jej twarz nie była skalana ani jedną zmarszczką. Nosiła luźną, ciemnozieloną bluzę, prawie czarne spodnie oraz wysokie buty. Oparła się o ścianę koło mnie i spojrzała wyczekująco.
Ja? Prawie od tygodnia — odpowiedziałam. Wyciągnęłam rękę. — Ja jestem Magda. Bez żadnych kryptonimów — zaśmiałam się cicho. Rosalie uścisnęła moją dłoń. — Jak tu trafiłaś? Ja nawet nie będę mówić, bo przyniosłabym wstyd i hańbę całemu Białemu Królestwu…
Kąciki ust Rosalie podniosły się nieco. Zobaczyłam figlarne błyski w jej ciemnych, prawie czarnych oczach. Uniosła jedną brew, jednak uśmiechnęła się szerzej i zaczęła:
Byłam na Akcji, kiedy się zaczęło. Nasze obozowisko napadli idioci w turbanach na głowach, nie mogliśmy nic zrobić, a to jest najprzykrzejsze w życiu człowieka — jesteś bezradna i nie możesz nic zrobić. Krzyczałam do reszty, żeby uciekali, zostawili mnie, ale oni… — przełknęła ślinę — oni wrócili się, próbowali mnie ratować, gdyż to mnie złapali jako pierwszą. Kiedy wiedzieli, że już im się nie uda, dostali ode mnie największy opie… ochrzan, jaki w życiu słyszeli. Chociaż pewnie nigdy nie dostali takowego z rąk uwięzionej przez matołów dziewczyny — zaśmiała się, a ja wraz z nią. Kiedy przestałyśmy, kontynuowała: — Więc uciekli, zabrali najpotrzebniejsze rzeczy i pobiegli. Pamiętam to uczucie, jak łzy cisnęły mi się na oczy, ale powstrzymałam się i jeszcze raz próbowałam się uratować… Ugryzłam turbana w rękę, nawet pociekła mu krew — powiedziała z dumą — ale… ale nie zdążyłam ujść kilku metrów, a drugi z nich — a było ich z piętnastu — potraktował mnie paralizatorem… Upadłam twarzą w ściółkę, stąd ten brud. Włosy były takie zawsze, jakbyś pytała — uśmiechnęła się nieśmiało. — Mówisz, że twoja historia nie jest warta opowiedzenia? Jak nie chcesz, nie musisz — i tak się dowiem.
Nagle jej twarz przybrała zacięty wyraz, a oczy powędrowały ku okienku. Dłonią dotknęła szyby, a potem rozejrzała się. Jej wzrok zatrzymał się na jednym z łomów.
Próbowałaś stąd uciec? — zapytała cicho.
No tak, uciec! Przez ten cały tydzień ani razu nie zastanowiłam się, czy stąd można uciec! To była taka oczywista sprawa! Mogłabym już dawno być wolna, mogłabym… Jeśli by się udało…
Nie… — wyszeptałam. — Nawet o tym nie pomyślałam! — powiedziałam głośniej.
Mag… Magda! — wyszeptała oskarżycielskim tonem Rosalie. Miała taki miły i ciepły głos. — Dobra, przejdźmy do rzeczy… Wiesz, kiedy będzie następna stacja czy coś? — spytała. Pokręciłam głową. — W takim razie trzeba siedzieć i czekać, ale czy ty w ogóle wiesz, co będziemy robić?

*

Zemdlała! Rose zemdlała! — krzyczałam głośno. Kiedy usłyszałam kroki przed drzwiami, mimo zachrypniętego gardła wrzasnęłam jeszcze głośniej: — Pomocy! Zatrzymajcie się! Coś się stało, pomocy, ludzie!
Nagle stalowe wrota otworzyły się, uderzając o ścianę z hukiem. Poczułam, jak pociąg powoli się zatrzymuje. Wbiegł Fahad — którego poznałam już wcześniej — w turbanie. Serce zaczęło mi bić szybciej. Wzięłam łom, który wcześniej przygotowałyśmy z Rosalie i uderzyłam Fahada w głowę. Zamknęłam drzwi. Fahad leżał z krwawiącym uchem. Nie byłam pewna, czy żył czy nie.
Rosalie wstała, kiedy tylko usłyszała dźwięk ciała upadającego na podłogę. Wzięła ode mnie łom i wybiła nim okno. Walnęła jeszcze raz i drugi, trzeci, aż wreszcie cała szyba odpadła. W tym samym momencie pociąg zatrzymał się. Usłyszałyśmy kroki przed przedziałem.
ROSALIE, SKACZ! — krzyknęłam.
Podsadziłam ją, a kiedy bezpiecznie wylądowała na ziemi, do naszej „kajuty” wbiegli żołnierze. Wybiłam się, Rosalie już łapała mnie za ręce, ale za nogę chwycili mnie wojskowi. Czułam, jak szkło nieprzyjemnie wgniatało mi się w klatkę piersiową, lecz po chwili skruszyło się i odpadło pod moim ciężarem.
Zaczęłam piszczeć. Z nogi zlatywał mi but, pośrodku żebra bolały mnie niemiłosiernie, a z przodu Rosalie ciągnęła mnie za ręce.
Do końca życia pamiętam o moich oficerkach. Żołnierze, na nieszczęście dla nich, chwycili mnie za buty, które zostały im w rękach. Rosalie szarpnęła mocniej, a ja wylądowałam na ziemi, twarzą w dół, najprawdopodobniej łamiąc nos.
Rosalie pomachała kpiąco żołnierzom wpatrującym się w nas z butem w rękach, a ja zaśmiałam się. Czułam, jak krew z nosa cieknie mi po twarzy. Pociąg odjeżdżał. Byłyśmy wolne, tylko to się liczyło.
Magda, musimy się schować — powiedziała spokojnie Rosalie. — I opatrzyć ci nos.
Nic mi się nie stało — oznajmiłam i w tej samej chwili skrzywiłam się, gdyż zaczęło mnie boleć na środku twarzy.
Dotknęłam to miejsce palcem. Krew pociekła mi od paznokci aż po nadgarstki, a następnie kapała na ziemię. Nie wyglądało to przyjemnie.
Chodź. — Rosalie złapała mnie za drugą rękę. — Musimy się gdzieś schować, na pewno zaczną nas szukać — powiedziała, po czym siarczyście przeklęła.
Ruszyła szybko, a ja za nią. Wbiegłyśmy w las. Piękne, co najmniej stuletnie dęby towarzyszyły każdemu naszemu krokowi. Mchy, po których stąpałyśmy, wydawały przyjemną woń, charakterystyczną dla mokradeł, ale nie takich z brudną, mętną wodą. Roślinki uginały się pod naszym ciężarem; kiedy po przejściu kilku kolejnych kroków odwróciłam się, przybrały wcześniejszą formę.
Usiądźmy, opatrzę ci ten nos. Dobrze, że chociaż nie zabrali mi podręcznej apteczki — zaśmiała się.
Usiadła na jednym z powalonych, większych pni. Zrobiłam to samo. Poczułam zimno; przypomniałam sobie, że byłam bez buta! Uśmiechnęłam się delikatnie, po czym dałam się opatrzyć Rosalie.

*

Wiesz, gdzie jesteśmy?
Pokręciłam głową. Nie wiedziałam nawet, czym będziemy się żywić i czy w ogóle znajdziemy jakieś w miarę suche miejsce.
Rozumiem… Ale sądząc po przejechanym przeze mnie odcinku, możemy być niedaleko granicy z Ciemnym Cesarstwem… — Kiedy spostrzegła mój pytający wyraz twarzy, dorzuciła krótko: — Później ci wyjaśnię. Również kiedy indziej wyjaśnię ci, czym dokładnie się zajmuję, złotko. — Puściła do mnie oczko. — Gdzieś w pobliżu powinna być Letnia Rezydencja Białej Królowej, mam nadzieję, że nadal tam jest jakieś jedzenie. Wytrzymasz jeszcze dzień lub dwa?
Nie mam wyjścia — zaśmiałam się. — Ruszamy już, natychmiast?
Pokiwała głową. Westchnęłam i wolno podniosłam się.
Przygodo, witaj!

1 komentarz:

  1. Hej, hej!

    Z przyjemnością informuję, że na Wspólnymi Siłami pojawiła się właśnie ocena Twojego opowiadania. W tym miejscu chciałam przeprosić, że musiałaś tyle na nią czekać, mimo iż (jak być może wiesz, jeśli śledziłaś progres pisania na mojej podstronie) była ona gotowa już od miesiąca. Wyjaśnienie Ci się należy, a jest nim ni mniej, ni więcej, tylko rozpoczęcie roku akademickiego i związany z nim brak czasu. Z tego też powodu nie byłam w stanie zrecenzować najnowszych dwóch rozdziałów (jakbym chciała, czekałabyś na ocenę kolejnych kilka miesięcy), ale jeśli Ci zależy, mogę je przeczytać i krótko skomentować tu na blogu. Daj znać :) Mam nadzieję, że z oceny będziesz zadowolona i zapraszam do dyskusji w komentarzach.

    Pozdrawiam cieplutko!
    Hiro

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za obserwacje i komentarze.
Jeśli mam czas, odwiedzam każdy blog, o którym napiszesz w komentarzu.
Prosiłabym, abyś nie pisał/a komentarza typu: „Fajny blog, wpadnij na mój”, „Obserwuję, wpadnij na mój”, bo to świadczy o tym, że chcesz się zareklamować.

Szablon